Aneta Fornalik, adwokat MPA
To jedno z tych zdań, których prawnik nie powinien mówić klientowi zbyt szybko: „Może Pan mieć rację, ale to jeszcze nie oznacza, że Pan wygra”. Dla osoby, która po raz pierwszy trafia do urzędu albo sądu, brzmi to niemal absurdalnie. Skoro mam rację, to dlaczego miałbym przegrać? Bo prawo nie jest konkursem na to, kto ma najbardziej przekonującą historię. W postępowaniu liczy się nie tylko to, jak było naprawdę, ale również to, co można wykazać, w jakim trybie, przed jakim organem i w jakim czasie. I właśnie dlatego można mieć rację i mimo wszystko przegrać sprawę.
Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Ktoś otrzymuje decyzję administracyjną, z którą się nie zgadza. Jest przekonany, że urząd źle ustalił stan faktyczny. Ma zdjęcia, dokumenty, korespondencję, może nawet świadków. „Przecież to wszystko jest oczywiste”. Być może, ale z punktu widzenia postępowania pojawia się kilka dodatkowych pytań. Czy te dowody zostały przedstawione? Czy organ miał możliwość się do nich odnieść? Czy zostały przedstawione w odpowiednim momencie? Czy dotyczą dokładnie tego faktu, który trzeba wykazać? Czy z tych dokumentów rzeczywiście wynika to, co strona uważa za oczywiste? I wreszcie: czy argument, który przedstawiamy, ma znaczenie dla rozstrzygnięcia tej konkretnej sprawy? To właśnie tutaj kończy się intuicja, a zaczyna procedura.
Koniecznie trzeba dodać, że każda z procedur rządzi się własnymi zasadami. Gdy chodzi o postępowanie administracyjne, organ prowadzący takie postępowanie musi działać na podstawie przepisów prawa i ustalić stan faktyczny w sposób przewidziany przez procedurę. Dowody podlegają określonej ocenie. Strona ma swoje prawa, ale również określone obowiązki procesowe. Nie wystarczy więc czasami mieć rację „życiową”. Trzeba jeszcze mieć rację, którą można przełożyć na język postępowania. To ogromna różnica.
To jedna z najtrudniejszych rzeczy do zaakceptowania. Możemy być absolutnie przekonani, że coś się wydarzyło. Możemy nawet rzeczywiście mieć rację. Ale jeżeli w postępowaniu nie ma wystarczających podstaw, żeby przyjąć określony fakt, organ może dojść do innego wniosku. Nie oznacza to automatycznie, że organ „kłamie” albo że prawo jest niesprawiedliwe. Oznacza to, że rozstrzygnięcie musi opierać się na materiale zgromadzonym w sprawie oraz regułach jego oceny.
Dlatego prawnik, który pyta klienta nie tylko „co się wydarzyło?”, ale również „skąd będziemy to wiedzieć i czym to udowodnimy?”, wykonuje bardzo ważną część swojej pracy. Pierwsze pytanie dotyczy historii. Drugie możliwości jej wykazania.
Kolejna pułapka to czas. Wyobraźmy sobie, że strona dopiero po wydaniu decyzji odnajduje dokument, który jej zdaniem całkowicie zmienia obraz sprawy. „Mam dowód! Teraz wszystko się wyjaśni”. I rzeczywiście może się wyjaśnić. Ale pojawia się pytanie: na jakim etapie jesteśmy i jaki środek prawny mamy do dyspozycji? W postępowaniach administracyjnych terminy mają konkretne znaczenie. Odwołanie, zażalenie czy inne pismo procesowe trzeba wnieść w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób.
Dlatego jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów brzmi: „Zajmę się tym później”. Bo „później” może oznaczać moment, w którym możliwości działania są już znacznie mniejsze. Oczywiście prawo zna instytucje pozwalające w określonych sytuacjach reagować na uchybienia czy wzruszać wcześniejsze rozstrzygnięcia. Ale nie należy traktować ich jako uniwersalnego przycisku „cofnij”.
To kolejny paradoks. Załóżmy, że obywatel rzeczywiście został potraktowany niesprawiedliwie. Problem polega na tym, że kieruje do organu żądanie, którego ten organ nie może uwzględnić, bo nie pozwalają na to przepisy. Z perspektywy człowieka sprawa jest prosta: „Skoro urząd zrobił coś źle, powinien teraz to naprawić”. Z perspektywy prawa pytanie brzmi: „Na jakiej podstawie prawnej organ ma to zrobić?” Administracja publiczna nie może działać wyłącznie dlatego, że dane rozwiązanie wydaje się rozsądne albo sprawiedliwe. Organ musi mieć podstawę prawną swojego działania.
I właśnie dlatego czasami można mieć bardzo mocny argument dotyczący niesprawiedliwości sytuacji, ale jednocześnie nie mieć odpowiedniej podstawy prawnej do uzyskania oczekiwanego rozstrzygnięcia. To dla klienta bywa niezwykle trudne. Dla prawnika jest to natomiast jeden z podstawowych problemów do rozwiązania: nie tylko „czy mam rację?”, ale „co z tej racji mogę prawnie uzyskać?”
To zdanie również często pojawia się w sprawach administracyjnych. I rzeczywiście, organ ma określone obowiązki związane z wyjaśnieniem sprawy i prowadzeniem postępowania. Nie oznacza to jednak, że strona powinna pozostawać całkowicie bierna. Jeżeli mamy dokument, który może mieć znaczenie, warto go przedstawić. Jeżeli istnieje okoliczność, którą organ powinien uwzględnić, warto ją wskazać. Jeżeli uważamy, że organ pominął istotny dowód, warto to zakomunikować. Najgorszą strategią jest często przekonanie, że skoro coś jest ważne, urząd na pewno sam na to wpadnie. Może wpadnie. Ale po co ryzykować?
Klient przychodzący do prawnika często oczekuje odpowiedzi na pytanie: „Czy wygram?” Tymczasem dobra odpowiedź rzadko brzmi po prostu „tak” albo „nie”. Prawnik powinien raczej rozłożyć sprawę na części: Co jest naszym argumentem? Co możemy udowodnić? Jakie przepisy mają zastosowanie? Jakie są słabe punkty w sprawie i argumentacji? Jakie są terminy? Jakie rozstrzygnięcie możemy realnie uzyskać? Jakie ryzyko wiąże się z dalszym prowadzeniem sprawy?
I dopiero na tej podstawie można oceniać szanse. Między zdaniami „mam rację” i „mam duże szanse wygrać” istnieje ogromna różnica.
W praktyce administracyjnej ogromne znaczenie mogą mieć rzeczy, które dla osoby spoza prawa wydają się banalne. Brak podpisu. Brak załącznika. Niewłaściwy adres. Przekroczony termin. Nieuzupełniony brak formalny. Pismo wysłane w niewłaściwy sposób. Nieodebrana korespondencja. Każda z tych sytuacji może oczywiście podlegać ocenie w konkretnych okolicznościach i nie każda prowadzi automatycznie do przegranej. Ale pokazują one coś ważnego: w prawie szczegóły nie zawsze są szczegółami. Czasami właśnie ten mały element decyduje o tym, czy bardzo dobra argumentacja w ogóle zostanie skutecznie wykorzystana.
Tu dochodzimy do chyba najtrudniejszego problemu. Ludzie przychodzą do prawnika nie tylko z problemem prawnym. Przychodzą z poczuciem krzywdy. I bardzo często mają ku temu powody. Rolą prawnika nie jest jednak wyłącznie potwierdzenie tych emocji. Rolą prawnika jest przełożenie ich na możliwe działania prawne. Czasami będzie to odwołanie czy skarga. Czasami wniosek dowodowy. A czasami – i to również jest ważna część pracy prawnika – uczciwe powiedzenie: „Ma Pan mocne argumenty, ale możliwości prawne są ograniczone”. To może być trudniejsze do usłyszenia niż obietnica sukcesu. Ale jest znacznie bardziej wartościowe.

Klikając „Akceptuję cookies”, zgadzasz się na przechowywanie plików cookie na swoim urządzeniu w celu usprawnienia nawigacji w witrynie, analizy korzystania z witryny i pomocy w naszych działaniach marketingowych.